Fri05262017

Aktualizacja03:57:35 PM GMT

Back Publicystyka Sport Piłka nożna Anderlecht ogrywa AEL
+ 2
+ 1
Anderlecht ogrywa AEL
środa, 29 sierpnia 2012 08:33
Wpisany przez Przemysław Maj
Przemysław Maj

Anderlecht Bruksela wygrał z AEL-em Limassol 2:0 w rewanżowym meczu IV rundy eliminacji do Champions League i tym samym odrobił straty z pierwszego meczu, co dało mu awans do fazy grupowej. Bramki strzelali Mbokani oraz Iakovenko.

Anderlecht musiał odrabiać straty, w pierwszym spotkaniu przegrał bowiem na Cyprze 1:2. Mało gościnny, ale za to gorący teren w Limassol był świadkiem niespodzianki, której według bukmacherów dzisiaj miało nie być. Faworytem przed tym meczem był Anderlecht, który miał pewnie ograć drużynę z Cypru.

Ku zdziwieniu miejscowych kibiców to goście jako pierwsi przeprowadzili groźną akcję, którą jednak źle zwieńczył Monteiro. Gospodarze większość piłek kierowali do Mbokaniego, który był jednak bardzo dobrze pilnowany przez defensorów mistrza Cypru. W 10. minucie mieliśmy pierwszy strzał w wykonaniu Belgów, który kiepsko wykonał De Sutter. Anderlecht jednak nie rezygnował i raz po raz atakował bramkę Cypryjczyków, którzy jednak bardzo umiejętnie bronili korzystnego dla nich rezultatu. W 20. minucie sprzed pola karnego strzelał Monteiro, który wykorzystał chwilową opieszałość obrońców mistrza Belgii. Na szczęście dla Wasilewskiego i spółki – Monterio pomylił się. Z minuty na minutę gospodarze byli coraz bliżej strzelenia bramki, jednak wyraźnie brakowało im ostatniego podania lub decyzji o strzale. Wydawać się mogło, że piłkarze Anderlechtu chcieli wręcz wejść do bramki AEL-u, co przy linii defensywnej gości było niemożliwe.

Na dziesięć minut przed końcem pierwszej części gry przed wyśmienitą sytuacją stanął Rui Miguel, który jednak nie miał szczęścia. Były gracz Zagłębia Lubin trafił wprost w Proto. Chwilę później odpowiedział Anderlecht, a konkretnie Kanu, ale pewnie piłkę złapał bramkarz AEL-u. Mimo kolejnych okazji do strzelenia gola pierwsza połowa zakończyła się wynikiem bezbramkowym. Piłkarze zeszli na kwadrans zasłużonego odpoczynku.

Na drugą połowę gracze Anderlechtu wyszli bardzo zmotywowani i wręcz wściekli, że nie udało się im strzelić gola w pierwszych trzech kwadransach. Wyraźnie zaznaczyli swoją wściekłość agresywną grą, na którą podobnie zresztą odpowiedzieli ich przeciwnicy. Goście wiedzieli, że z każdą sekundą są coraz bliżej upragnionej Ligi Mistrzów, o której jeszcze nie tak dawno nawet nie marzyli. W pierwszych minutach drugiej części gry okazję do zdobycia gola miał Mbokani, który dwukrotnie zawiódł publiczność. Goście z Limassol również próbowali strzelać, jednak próby Rui Miguela oraz Vouho były mocno kiepskie. Swoją sytuację miał również Iakovenko, który wszedł za De Suttera, jednak na wysokości zadania stanął po raz kolejny Matias Degra. Jedną z najlepszych okazji zmarnował w 66. minucie Gillet, który atomowym uderzeniem głową niemal przestawił słupek bramki Degry. Kilka minut później o strzał pokusił się Biglia, a ofiarną interwencją jego uderzenie zablokował Dosa Junior.


Na kwadrans przed końcem groźnie kontrował AEL, czego owocem był strzał, a właściwie kiks, Rui Miguela – niemal identyczny jak ten z pierwszej części gry. Gdy wydawało się już, że mecz zakończy się bezbramkowym remisem, gola strzelił Mbokani. Wyróżniający się od pierwszych minut spotkania napastnik huknął tak mocno, że dotychczas bezbłędny dzisiejszego wieczora Degra był bez szans. Na sekundy przed końcem regulaminowego czasu gry na 2:0 podwyższył wprowadzony w drugiej połowie Iakovenko i awans Anderlechtu stał się faktem. Końcówka meczu była bardzo nerwowa, sędzia Borski ukarał kilku piłkarzy kartkami i w nerwowej atmosferze zakończył zawody.

Anderlecht wygrał 2:0, co zagwarantowało mu awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Mimo wszystko wielkie brawa należą się mistrzom Cypru, którzy jeszcze nigdy nie zaszli tak wysoko w eliminacjach Champions League.


P.Maj / Więcej o Lidze Mistrzów znaleźć można na www.pmaj.blox.pl

Copyright (c) netFORMATOR.pl