Fri08182017

Aktualizacja07:34:00 AM GMT

Back Publicystyka Różne Na luzie Koszmar świątecznych zakupów...
+ 1
+ 0
Koszmar świątecznych zakupów...
poniedziałek, 13 grudnia 2010 08:16
Wpisany przez Sławek
Sławek

 

Kiedy zaczynamy myśleć o Świętach? Czy kiedy spadnie pierwszy śnieg? Czy może wtedy kiedy będziemy wracać po andrzejkowej zabawie? Może w Mikołajki? Nie... Święta w naszej świadomości pojawiają się wtedy, gdy zobaczymy pierwsze katalogi z hipermarketów z propozycjami prezentów i wystawy sklepów... A dzieje się to już w listopadzie... to wtedy zaczynamy myśleć o tym, co kupić dla najbliższych, przeliczamy na ile starczy nam pieniędzy, kombinujemy by o raz któryś z rzędu nie dawać bratu kompletu skarpet a mamie szalika lub rękawiczek...

Co roku obiecuję sobie, że prezenty kupię we wrześniu, by uniknąć kolejek i pośpiechu i co roku nie udaje mi się dotrzymać słowa...

Powód jest prosty - jak każdy prawdziwy mężczyzna do hipermarketu chodzę z kartką, na której wypisane są potrzebne i tylko potrzebne rzeczy... nawet jeśli pojawi się tam enigmatyczne słowo „prezenty” to oznacza ono jedynie pobieżne rozpoznanie asortymentu i własne typy (które poddawane są później weryfikacji i ocenie punktowej oraz przechodzą różnego rodzaju testy), rzadko natomiast zakup... impulsowo kupuję tylko rzeczy dla siebie – kosmetyki (nigdy nie wącham pięćdziesięciu dezodorantów, biorę markę, który miałem ostatnio lub nieco wcześniej – Święta są okazją do zmiany tejże marki, bo dostaję wtedy kosmetyki od innych), komplet kluczy imbusowych, osprzęt komputerowy...

Natomiast wyprawa do sklepu wyłącznie po prezenty (bez uprzednich typów) jest dla mnie katorgą nie do zniesienia, wybieram, przebieram, nie mogę się zdecydować... potencjalny prezent raz włożony do koszyka wyjmuję, oglądam, sprawdzam, myślę, czy będzie się podobać... po kilkunastu minutach cofam się, odkładam z powrotem na półkę... samoobsługa to koszmar...

W sklepach mniejszych nie jest lepiej, kilkanaście minut potrafię tkwić w sklepie, zanim się na cokolwiek zdecyduję, aż ekspedientki zaczną podpytywać, proponować i wkładać mi do rąk towar, do którego nie mam przekonania... wtedy można mi sprzedać wszystko, a ja im nie odmówię przecież (kobiecie się nie odmawia, bo póki proponują jest dobrze)...

Można kupować pierwszą rzecz, na którą się trafi, zamknąć oczy, nie zastanawiać się długo nad wyborem, bo chwila zawahania kosztuje bardzo dużo... ale rzecz w tym, że ja lubię kupować to, co będzie się (w moim przekonaniu) podobać osobie obdarowywanej i muszę to wiedzieć niejako przed zakupem... dlatego zastanawiając się nad masą niepotrzebnych nikomu pierdolników tracę czas i nerwy decydując się najczęściej w ostatniej chwili...

Co roku czekam na Święta i na koszmar świątecznych zakupów, bo tak właściwie to lubię ten stan wytężonych poszukiwań i lubię patrzeć na siebie z boku, jak na małego, zagubionego w wirze zakupowym człowieczka, gdzie wokół słychać pikanie czytników i nieśmiertelne, słodziutkie jak miód „Last christmas I gave You my heart” George’a Michaela z Wham...

Komentarze  

 
# Olexy 2010-12-14 21:03
Have fun guys 8)
 

Grupy dyskusyjne

Copyright (c) netFORMATOR.pl