Fri08182017

Aktualizacja07:34:00 AM GMT

Back Publicystyka Polityka W Polsce Banda Sześciorga. Politycy są jak Heniek
+ 1
+ 2
Banda Sześciorga. Politycy są jak Heniek
środa, 09 maja 2012 22:36
Wpisany przez Natalia Julia Nowak
Natalia Julia Nowak

Wstęp
(opowieść o Wielkim Bumie)


Jeszcze w październiku 2011 roku mieliśmy w parlamencie Bandę Czworga, składającą się z Platformy Obywatelskiej, Polskiego Stronnictwa Ludowego, Sojuszu Lewicy Demokratycznej oraz Prawa i Sprawiedliwości. Przed wyborami pojawiały się w Internecie apele, żeby nie głosować na przedstawicieli tej skostniałej i skompromitowanej szajki. Wezwania, o których mowa, doprowadziły do tego, że w sejmie pojawiła się piąta partia (czytaj: piąte koło u wozu). Jej nazwa to Ruch Palikota.

Na tym jednak Wielki Bum się nie skończył, bo kilka miesięcy po wyborach PiS doczekał się córeczki, Solidarnej Polski. Teraz mamy na Wiejskiej Bandę Sześciorga. Z czterech kłopotów zrobiło się sześć. Jak mawiała pewna starachowicka matematyczka: “dług i dług to duży dług”. No dobrze, ale dlaczego polskie ugrupowania parlamentarne zasługują na miano Bandy Sześciorga? I dlaczego przypominają Heńka z piosenki zespołu Brathanki? Niniejszy artykuł stanowi odpowiedź na te pytania.


Ruch Palikota
(Towarzystwo Adoracji Pewnego Kota)


Opis tego stronnictwa należy zacząć od stwierdzenia faktu, że jego przywódca jest jednym z najokropniejszych polonofobów, jacy kiedykolwiek chodzili po Ziemi. Skrajny eurofederalista, który wyraził pragnienie, aby Unia Europejska funkcjonowała jako “jedno państwo”. Wynarodowiony kosmopolita, deklarujący, że “najpierw jest Europejczykiem, a dopiero potem Polakiem”. Impertynent nawołujący do nienawiści wobec Narodu Polskiego (słynne słowa “Przyszedł czas, by powiedzieć Polakom, że muszą się wyrzec swojej polskości”). Antypaństwowy cynik współodpowiedzialny za uchwalenie Traktatu z Lizbony. Trudno się nie zgodzić z Leszkiem Millerem, który powiedział, że Janusz Palikot jest “zdolny do wszystkiego”.

Palikot najprawdopodobniej posiada osobowość narcystyczną, bo nikt normalny nie nazwałby partii politycznej własnym nazwiskiem. Chyba każdy potwierdzi, że nazwa ugrupowania politycznego powinna manifestować jego główny cel i orientację światopoglądową. Tak jest w większości przypadków. “Partia Kobiet” wskazuje na feminizm, “Narodowe Odrodzenie Polski” wyraża radykalny nacjonalizm, “Polska Partia Pracy” sugeruje ciągoty do socjalizmu, “Racja Polskiej Lewicy” kojarzy się racjonalizmem i antyklerykalizmem. Jak na tym tle wygląda nazwa “Ruch Palikota”? Niezbyt dobrze, ponieważ sygnalizuje brak idei przewodniej i stawia pojedynczego człowieka w centrum uwagi. Miano, o którym mowa, brzmi jak nazwa fanklubu i przywodzi na myśl zjawisko kultu jednostki. Pytanie: czy to efekt zamierzony?

Janusz Palikot kreuje się na obrońcę uciśnionych - kogoś, kto bierze w obronę lekceważone lub niedostrzegane grupy społeczne. W rzeczywistości, chodzi mu tylko o zdobycie władzy, pieniędzy i popularności. Aby osiągnąć ten cel, szuka on poparcia wszędzie, gdzie tylko może. Raz się uśmiechnie do homoseksualistów, innym razem do palaczy marihuany… O tym, że Palikot traktuje innych ludzi w sposób instrumentalny, świadczą jego własne słowa: “Pedał na pokładzie ze znaną twarzą - nie ma nic bardziej cennego”. Ale to jeszcze nie wszystko. Ludzie, którzy odeszli z RP, twierdzą, że ich były szef potajemnie służy koalicji rządowej. Jak powiedział Mariusz Grzegorczyk: “Dziś wiemy, że partia Ruch Palikota nie powstała w Sali Kongresowej, dzisiaj wiemy, że została ona zainicjowana w gabinecie premiera Donalda Tuska”.

Czy to oznacza, że Palikot jest kimś w rodzaju Fałszywej Marii z filmu “Metropolis” Fritza Langa? Chodzi o złowrogiego androida, który został wysłany do Miasta Robotników, żeby podburzyć proletariat i przynieść mu zgubę. Kolejna sprawa: jeszcze kilka lat temu Januszek był trzeciorzędnym politykiem, wyszydzanym przez media lub przedstawianym jako człowiek-ciekawostka. Obecnie stoi on na czele partii będącej trzecią siłą w Polsce. Wygląda to naprawdę podejrzanie, zwłaszcza w kontekście faktu, że Palikot ma na sumieniu współpracę z Komisją Trójstronną. Swoją drogą, to przerażające, że osobnik nienawidzący Polski i polskości posiada w naszej Ojczyźnie władzę. Strach pomyśleć, co by było, gdyby został on premierem. Nasz kraj już teraz znajduje się w tragicznym położeniu. Pod rządami Januszka sytuacja stałaby się wręcz katastrofalna.


Prawo i Sprawiedliwość
(Bezprawie i Niesprawiedliwość)


Na pierwszy rzut oka, partia Jarosława Kaczyńskiego nie ma nic wspólnego ze stronnictwem Janusza Palikota. Tu pseudoprawicowość, a tam pseudolewicowość. Tu wiara w zamach smoleński, a tam brak tej wiary. Tu odwołania do chrześcijaństwa, a tam walka z Kościołem katolickim. Tu sprzeciw wobec aborcji i związków jednopłciowych, a tam jednoznaczne poparcie. Tu powaga i pretensjonalność, a tam szyderstwa i prowokacje. Sympatycy PiS-u wypowiadają się z pogardą o zwolennikach RP, a zwolennicy RP w identyczny sposób traktują sympatyków PiS-u. W rzeczywistości, wymienione formacje posiadają wspólny mianownik. Jedną, negatywną cechę, która zrównuje je ze sobą i nadaje im jednakowy status. Chodzi o działalność na szkodę Polski, która stała się rutyną obu ugrupowań parlamentarnych.

Antypatriotyzm Prawa i Sprawiedliwości jest o tyle perfidny, że nie ma charakteru jawnego i otwartego. W przypadku Ruchu Palikota, sprawa jest jasna jak słońce: ani Januszek, ani jego poplecznicy nie próbują udawać patriotów (którymi nie są). Z PiS-em jest nieco trudniej, gdyż przedstawiciele tej partii sięgają po patriotyczną retorykę, widocznie wierząc, że zatroskana o Polskę część społeczeństwa da się na to nabrać. Niestety, fałszywy patriotyzm Jarosława Kaczyńskiego i jego świty rzeczywiście bywa odbierany jako coś szczerego i autentycznego. Powoduje to, że propolscy, ale odurzeni propagandą ludzie “karmią” to stronnictwo swoimi ciepłymi komentarzami, wyborczymi głosami i ulicznymi okrzykami. Oddają swoje serce grupie, która na to nie zasługuje i która nie pozwala się rozwinąć bardziej ideowym formacjom. Dlaczego patriotyzm Prawa i Sprawiedliwości jest fałszywy?

Choćby dlatego, że Kaczyński pozuje na eurosceptyka i obrońcę naszej suwerenności, a sam (zupełnie jak Palikot, Tusk, Komorowski, Sikorski, Gowin, Ziobro, Pawlak i Napieralski) głosował za ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego. Mało tego. Bubel prawny, który przekształcił Unię Europejską w państwo federalne (czyli, de facto, pozbawił Polskę niepodległości) został podpisany przez PiS-owskiego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. To właśnie LK, człowiek posługujący się pronarodowymi sloganami i zwodzący patriotów do samego końca, ratyfikował dokument czyniący z naszej Ojczyzny element Stanów Zjednoczonych Europy. A przecież mógł się podać do dymisji albo zwyczajnie odmówić podpisania Traktatu! Gdyby Lech Kaczyński trafił przed Trybunał Stanu za nieratyfikowanie Aktu Rozbiorowego, byłby męczennikiem, prześladowanym za bezwarunkową miłość do Polski.

Problem w tym, że zdecydował się na inne rozwiązanie. Nie poświęcił się dla ratowania naszej suwerenności, tylko zrobił to, co mu kazali europejscy federaliści. Uczynił najstraszniejszą rzecz, jaką można sobie wyobrazić. Finał jest taki, że sympatycy Prawa i Sprawiedliwości, zamiast bić się w piersi i błagać Polaków o przebaczenie, stawiają mu pomniki, piszą wiersze na jego cześć, śpiewają o nim piosenki i nazywają go “bohaterem narodowym”. W serwisie YouTube można znaleźć filmik, w którym Joanna Burzyńska - słynna obrończyni krzyża - określa Lecha Kaczyńskiego mianem “świetlanej postaci”. Kult LK jest zdecydowanie niehonorowy i antypatriotyczny. Ciekawe, że były prezydent spoczywa w Krypcie Wawelskiej, czyli tam, gdzie pochowano przedwojennego dyktatora Piłsudskiego (mającego na sumieniu cztery razy więcej ofiar niż Wojciech Jaruzelski).


Pozostali członkowie Bandy Sześciorga
(Cztery Stronnictwa Apokalipsy)


Platforma Obywatelska - partia, która zastała Polskę kwitnącą, a zostawi więdnącą. Ugrupowanie, niczym anioł śmierci, przynosi zgubę i zatracenie wszystkiemu, co spotyka na swojej drodze. Pod rządami PO znikają szkoły i przychodnie lekarskie, rozkłady jazdy PKP i PKS zmieniają się z dnia na dzień, dług publiczny rośnie jak magiczna fasola, pacjenci chorzy na raka cierpią z powodu braku lekarstw, a ludzie zatrudnieni drżą ze strachu na myśl o pracy do 67 roku życia. Internauci, przerażeni wizją inwigilacji w Sieci, wychodzą na ulice i odważnie wykrzykują swoje żale. Donald “Słońce Peru” Tusk nie znosi sprzeciwu i nie chce słyszeć o jakichkolwiek referendach czy konsultacjach społecznych. Zrozpaczonym Polakom opadają ręce.

Platforma Obywatelska lekceważy nie tylko szarych obywateli i ich podstawowe potrzeby życiowe, ale również polską rację stanu. Wśród posłów PO nie było ani jednej osoby głosującej przeciwko Traktatowi Lizbońskiemu. Było za to wielu parlamentarzystów, którzy wypowiadali się o tym dokumencie bardzo pozytywnie. Radosław Sikorski nie ukrywa, że jest zadowolony z federalizacji Unii Europejskiej, będącej już faktem dokonanym. Słońce Peru wyraźnie płaszczy się przed Angelą Merkel i wszechwładcami z Brukseli. Komentatorzy twierdzą, że Tusk robi te wszystkie świństwa, żeby odnieść wymarzony sukces w Komisji Europejskiej. Niedawno podano bowiem informację, że za kilka lat nasze kochane Słoneczko może stanąć na czele KE (źródło: “Uważam Rze”).

Polskie Stronnictwo Ludowe - partia, o której nie da się zbyt dużo powiedzieć. Cicha, bierna, pozbawiona inicjatywy i pełniąca funkcję dodatku do PO. Przed wyborami jest gotowa utworzyć koalicję z każdym, kto wyrazi na to zgodę. Po wyborach dochowuje wierności ugrupowaniu, z którym związała swój los. PSL można porównać do starej panny, która za wszelką cenę chce wyjść za mąż, a gdy osiąga ten cel, jest lojalna i uległa wobec swojego małżonka. Obserwatorzy polskiej sceny politycznej podkreślają, że ludowcy zawsze zachowywali się w ten sposób. Faktycznie. Jeśli spojrzymy na czasy przedwojenne, powojenne i współczesne, to dojdziemy do wniosku, że przedstawiciele ruchu ludowego tworzyli już koalicje ze wszystkimi opcjami politycznymi. Cieszmy się, że - w przeciwieństwie do innych stronnictw - dają nam oni poczucie stałości. I że są z nami na dobre i na złe.

Sojusz Lewicy Demokratycznej - istny dinozaur. Trochę jak stary zespół muzyczny, który już dawno przestał się ludziom podobać, a który wciąż nagrywa piosenki i liczy na odzyskanie popularności. Działacze SLD przekonali się na własnej skórze, co oznaczają słowa serialowego szlagieru: “Życie, życie jest nowelą, raz przyjazną, a raz wrogą”. Sojusz Lewicy Demokratycznej jest już stracony, co nie zmienia faktu, że próbuje on się zemścić na Ruchu Palikota za kradzież części elektoratu. Oczywiście, partia Leszka Millera jest równie antypaństwowa i antynarodowa, jak pozostałe. To właśnie SLD podporządkowało naszą Ojczyznę Brukseli, Waszyngtonowi i Watykanowi. Poza tym, nie można zapominać o ponurej, esbeckiej przeszłości niektórych działaczy tego ugrupowania. I o wpadkach sprzed kilku lub kilkunastu lat. Czy ktoś jeszcze pamięta, o co chodziło z “chorobą filipińską”?

Solidarna Polska - formacja, która wyłoniła się z Chaosu. Tak, chodzi o Chaos, jaki miał miejsce w łonie Prawa i Sprawiedliwości. Stronnictwo ziobrystów nie powstałoby, gdyby nie trudny charakter Jarosława Kaczyńskiego i jego niechęć do pluralizmu wewnątrzpartyjnego. O Solidarnej Polsce mówi się głównie to, że jest ona konserwatywna światopoglądowo, ale ma wyraźne ciągoty do etatyzmu gospodarczego. Zobaczymy, jak to ugrupowanie, zrodzone w wyniku konfliktu personalnego, będzie się rozwijało. Można mniemać, że prędzej czy później podzieli ono los partii PJN (Polska Jest Najważniejsza).


Zakończenie
(z nawiązaniem do popkultury)


Politycy są jak Heniek z piosenki zespołu Brathanki. Zdobywają zaufanie i rozbudzają marzenia, a potem porzucają swoich wyborców na pastwę losu. Działacze polityczni mają to do siebie, że zdradzają obywateli i bezlitośnie łamią im serca (aż chce się ironicznie zaśpiewać: “Nie płacz, Hanuś, nie płacz nawet w samym niebie. Twój polityk, Twój wybrany, troszczy się o Ciebie“). Cóż, na tym polega ich specyfika. Nie wolno jednak zapominać o pewnym niuansiku. A mianowicie o tym, że “po czwartym wianku z rzędu diabli wzięli Heńka”.


Natalia Julia Nowak,
6-9 maja 2012 roku



PS. Czy Wy, drodzy Czytelnicy, macie swojego politycznego Heńka? Bo moim Heńkiem jest partia Prawo i Sprawiedliwość. 10 października 2009 roku dotarło do mnie, że uznawanie tej formacji za “mniejsze zło” jest tragiczną pomyłką.

Komentarze  

 
# Alanis 2012-05-16 21:55
Bardzo dobra analiza...
Mit Piłsudskiego jest nieznośny, ale dokładna wiedza o nim nie jest powszechna.
Ja nie jestem zwolennikiem żadnej partii myślę, że nie warto pokładać jakiś wyjątkowych nadziei w jednym ugrupowaniu...może w jakimś polityku...ewentualnie.
Zazwyczaj trzeba wybierać najmniejsze zło.
 

Grupy dyskusyjne

Copyright (c) netFORMATOR.pl