Thu02232017

Aktualizacja02:39:54 PM GMT

Back Publicystyka Polityka W Polsce Mit założycielski
+ 2
+ 0
Mit założycielski
czwartek, 29 marca 2012 17:18
Wpisany przez foros
foros

Wkrótce po katastrofie smoleńskiej Gazetę Wyborczą i media pokrewne zapełniły artykuły ostrzegające przed "Smoleńskiem" jako mitem założycielskim dla skrajnej antymodernistycznej sekty, która w ten sposób znajdzie sobie wbrew faktom i zdrowemu rozsądkowi uświęconych krwią męczenników. Kwestie pochówku na Wawelu, pomnika dla ofiar katastrofy stały się pierwszymi rundami gry, której efektem będzie przekonanie milczącej większości, przede wszystkim zaś polskiej inteligencji i intelektualistów, że do tej katastrofy należy przykładać po pierwsze miarę podziałów politycznych, potem dopiero miarę rozsądku. I tak wartwy tych, światłych przecież ludzi, akceptują, że:

a. 2 lata po katastrofie Polska nie ma żadnego z kluczowych dowodów, mimo, że prawnie pozostają one jej własnością

b. że podstawowe badania kinetyczne i mechaniczne są tajne, o ile w ogóle istnieją

c. że państwo polskie odmawia polskim naukowcom środków na przeprowadzenie nawet zwykłej konferencji na ten temat

d. że oficjalna polska komisja państwowa stwierdza błędne przyczyny katastrofy, a gdy wychodzi to na jaw wzrusza rękami i trwa przy swoim

e. że w przypadku samobójstwa posłanki, nad którą ciążyły zarzuty prokuratorskie wytacza się wszystkie możliwe armaty z wnioskiem do trybunału stanu włącznie, w przypadku zaś tragicznej śmierci kilkudziesięciu najwyższych notabli sejm sprzeciwia się nawet powołaniu komisji nadzorującej śledztwo

f. że mimo prawnych wymogów do dziś nie ma sekcji zwłok kilkudziesięciu ofiar

g. że wierzy się iż rosyjscy medycy są w stanie prawidłowo wykonać kilkadziesiąt - kilkaset badań pośmiertnych w ciągu kilku godzin.

h. że rodzinom ofiar utrudnia się dostęp do materiałów śledztwa, prokuratorzy zaś traktują tych ludzi jak natrętów.

i. gdy zaś zrażone rodziny chcą powołać swoich ekspertów jako choćby obserwatorów jest to im brutalnie zabraniane przez polskie władze, a media i polscy politycy wyśmiewają je.

j. że wszyscy urzędnicy odpowiedzialni za ten feralny lot miast zostać poddanie dochodzeniu uzyskują awanse i najwyższe odznaczenia, ba wygrywają wybory.

A to tylko część absurdów.

Miałem ostatnio okazję oglądać dwa materiały filmowe. Pierwszy to spotkanie Zespołu Macierewicza z prof. Badenem z USA. Było to żenujące, słuchać skarg ludzi, którzy stracili bliskich i nie mogą otrzymać podstawowych dokumentów, np. badań DNA. To już niektórzy gospodarze lepiej traktują psy łańcuchowe.

Słuchając tych ludzi czułem się tak, jakby PRL nigdy się nie skończył. Czując zapewne zakłopotanie i bezradność obywatela prawdziwie demokratycznego państwa wobec pytań jeden z posłów trafnie podsumował całą sprawę: "po prostu my nie mamy swojego państwa". Dodajmy państwa, które w taki sam sposób traktowałoby i tych co są republikanami i demokratami.

W tym samym materiale jest relacja senator Gosiewskiej. Omawia ona próby powołania prof. Badena na eksperta rodzin. Otóż prokurator Szeląg wszelkimi sposobami, m.in. strasząc, krzycząc, grożąc odpowiedzialnością karną usiłował odwieść ją od tego pomysłu. Gdy to wszystko nie dało efektu ostatecznie została udzielona ospowiedż odmowna na wszystkie prośby. Jest to wydarzenie bez precedensu, bo w dzisiejszych czasach nawet państwa autokratyczne, obawiając się nacisku międzynarodowej opinii publicznej są jednak na tyle pewne swoich ustaleń, że podobnych zgód udzielają, nawet jeśli chodzi o osoby zmarłe w więzieniach. Jedynie Polska, a właściwie część funkcjonariuszy polskiego państwa, obawia się niezależnych badań. Dlaczego? Być może odpowiedzią są słowa prok. Szeląga w rozmowie z sen. Gosiewską: Otóż uzasadniając odmowę prokurator miał powiedzieć, że wie, że jest uważany za zdrajcę, jednak zdrajcą nie jest, a "Rosja to jest mocarstwo".

Materiał trzeci to niedzielna audycja Moniki Olenik w Radiu Zet. Pod koniec stanęła sprawa odmowy uczestnictwa prof. Badena w ekshumacjach:

Poseł Żelichowski z PSL stwierdził, że mamy swoich ekspertów i to im powinniśmy ufać, to bowiem świadczy o sile polskiego państwa. (Przypomnijmy tutaj, że opinia prof. Badena wcale nie miała być zamiast, lecz obok opinii polskich naukowców, naukowcy ci nie mieli też nic przeciwko obecności prof. Badena przy sekcji. Poza tym, jak ma się owa "siła" do polskiej ekonomii, gdzie najważniejsze decyzje podejmowane są zgodnie z radami obcokrajowców, a nie polskie firmy to podstawowe miejsce pracy Polaków.)

W podobnie ksenofobiczne tony uderzył były lewicowiec Nałęcz, który nazwał prof. Badena "postacią egzotyczną", "niby-ekspertem", zaś fakt jego zaproszenia do badań określił jako "obrażanie Rzeczypospolitej".

Marek Siwiec i poseł Rozenek zgodnie wykpili całą sprawę i określili ją jako brudną polityczną grę.

Dwaj przedstawiciele opozycji którzy mieli inne zdanie zostali gromadnie zakrzyczeni przez resztę dyskutantów.

Całość wątku zakończyła anegdota posła Żelichowskiego zakończona zgodnym, chóralnym wybuchem śmiechu.

Ci zagłuszający posłowie to ok. 70% polskiego sejmu.

Peerelowska Polska nie była państwem suwerennym. Jej elity powstały w kontrze do elit II RP. Ich tożsamość i materiałny dobrobyt ukształtował się na zarządzaniu miejscowym społeczeństwem w imieniu suwerena w Moskwie. Fundamentem ich pozycji oraz sprawdzianem wierności była krew żołnierzy wyklętych i niewinnych ofiar, którą musieli przelać, wykopując w ten sposób barierę między sobą a resztą społeczeństwa.

Pokojowa rewolucja Solidarności częściowo odsunęła te elity od stanowisk politycznych. Reszty dokonała afera Rywina. Ich miejsce na politycznym placu zajęli przede wszystkim ludzie Solidarności, z których część dotychczasową elitę zwalczała, a część popierała. Cały czas jednak bariera między nimi (PiS i PO) była wąska, a programowe różnice kosmetyczne. Tajne rokowania Tuska z Kaczyńskim są tutaj najbardziej przekonującym dowodem.

Przelana pod katyńskim cmentarzem krew plus skandaliczne tzw. śledztwo barierę tę znacznie pogłębia, conajmniej czyniąc znacznie bardziej prawdopodobnym sojusz PO czy PiS z SLD niż POPiS. Pytanie czy już jest to bariera nieprzekraczalna.

Katastrofa smoleńska rzeczywiście stala się mitem założycielskim, fundamentem i podwaliną. Niestety jest to mit założycielski kolejnej Targowicy, tym bardziej przykre, że z solidarnościowym rodowodem.

Jak ongiś PRL, tak teraz stosunek do smoleńskiego śledztwa będzie dziś najważniejszym wyznacznikiem tego, czy partie polityczne bedą, czy nie będą wchodziły ze sobą w koalicje.

prof. Baden i sen. Gosiewska

śniadanie w Radiu Zet, 46 minuta i dalsze

Copyright (c) netFORMATOR.pl