Mon06262017

Aktualizacja07:53:03 AM GMT

Back Kultura Muzyka Wiwisekcja Alice'a Coopera. Chrześcijanin, satanista, mormon czy mason?
+ 2
+ 0
Wiwisekcja Alice'a Coopera. Chrześcijanin, satanista, mormon czy mason?
niedziela, 21 lipca 2013 02:26
Wpisany przez Natalia Julia Nowak
Natalia Julia Nowak

W nawiasach kwadratowych umieściłam numery przypisów.


Fronda poleca

Rzymskokatolicki portal Fronda.pl postawił Alice’a Coopera za wzór do naśladowania dla Nergala, a co za tym idzie: także dla innych miłośników mocnego uderzenia. W materiale “Alice Cooper przykładem dla Nergala” (z 9 sierpnia 2011 roku) redakcja religijnego serwisu przedstawiła amerykańskiego gwiazdora jako człowieka cudownie nawróconego. Frondyści opisali go jako kogoś, kto w młodości “na scenie stawiał szafot i wzywał Szatana”, a obecnie “tego szczerze żałuje” i “mówi otwarcie o powrocie do chrześcijaństwa”. Jednocześnie docenili jego zdolności wokalne, wspaniałą muzykę, zasługi dla popkultury i… działalność dobroczynną na rzecz młodzieży zagrożonej patologiami.

Do artykułu “Alice Cooper przykładem…” dołączono dwa krótkie filmiki z portalu YouTube.com. W jednym z nich słynny rockman/heavymetalowiec opowiada o swojej wierze w Boga i ciekawych koligacjach rodzinnych. Okazuje się bowiem, że AC jest synem pastora, wnukiem pastora i zięciem pastora. Co więcej, wszyscy jego przyjaciele z dzieciństwa byli “dziećmi Kościoła” (“Church kids”). Ciepłe słowa o Cooperze można znaleźć nie tylko na Frondzie, ale również w wirtualnym wydaniu tygodnika “Niedziela” oraz w serwisie Bosko.pl (przeznaczonym dla młodzieży katolickiej). W maju 2013 roku chwalił Alice’a pewien doktor teologii. Miało to miejsce na łamach społeczno-politycznego portalu Prawica.net.


Od lekkoducha do konserwatysty

Wiarą, pobożnością i bogobojnością AC zachwycają się również dziennikarze zagranicznych, mainstreamowych mediów. Gavin Martin, redaktor brytyjskiej bulwarówki “Daily Mirror”, przytoczył interesującą wypowiedź Coopera, z której wynika, że artysta nie potępia niczyjego postępowania, dopóki dana osoba szanuje “rodziców, Boga i kraj” (“parents, God and country”). Spencer Bright, dziennikarz tabloidu “Daily Mail”, zaprezentował Alice’a jako człowieka miłego, odpowiedzialnego, rodzinnego, wiernego ukochanej żonie oraz zupełnie niepodobnego do granej na scenie postaci. Co więcej, podkreślił, że AC “modli się i czyta Biblię codziennie” (“prays and reads the Bible every day”) oraz prowadzi katechezy “raz w tygodniu, kiedy nie jest w trasie koncertowej” (“once a week when he is not on tour”).

Christina Patterson z “The Independent” stworzyła reportaż opowiadający o jej spotkaniu z Cooperem. Artysta, rozmawiając z reporterką, streścił historię swojego nawrócenia. Wyznał, że w przeszłości był strasznym hulaką, pijącym ogromne ilości alkoholu i prowadzącym niemoralny styl życia. Wielu jego znajomych zmarło młodo wskutek przedawkowania używek, a on cudem uniknął podobnego losu. Pewnego dnia przyszło mu jednak do głowy, że gdyby teraz umarł, to trafiłby “bezpośrednio do piekła” (“directly to Hell”). Postanowił więc całkowicie zmienić swoje życie. Zeskromniał, zerwał z alkoholizmem i znalazł sobie konstruktywne hobby, grę w golfa. Obecnie jest gorliwym chrześcijaninem i kreacjonistą, który “wierzy w Stary Testament dosłownie” (“believe the Old Testament explicitly”).

Guy Adams, inny redaktor “The Independent”, również opublikował reportaż mówiący o życiu i nawróceniu sławnego rockmana/heavymetalowca. Dziennikarz zaprezentował AC jako dobrego męża, kochającego ojca, człowieka chodzącego do kościoła i popierającego amerykańską prawicę. Ustalił, że Cooper - pod względem światopoglądowym - ma dużo wspólnego z Partią Republikańską i Tea Party. Muzyk jest ponadto zwolennikiem George’a Busha, przekonanym, że media nadmiernie krytykują tego polityka. Alice solidaryzuje się z Jan Brewer, gubernatorką Arizony, która sprzeciwia się latynoskiej imigracji, bo nowi przybysze z Meksyku często atakują swoich rodaków mieszkających w USA od dawna. Jakby tego było mało, Cooper przyjaźni się z republikańskim senatorem Johnem McCainem.


Katolicka opozycja

Nie wszyscy jednak mają pozytywny stosunek do Alice’a Coopera. Weźmy na przykład stronę internetową katolickiego Radia Maryja. Wzmianka o AC pojawiła się tam w artykule potępiającym Przystanek Woodstock i omawiającym problem antychrystianizmu w kulturze rockowej (ks. Aleksander Posacki SJ - “Igranie ze światem ciemności i oswajanie zła, czyli refleksje po festiwalu Woodstock 2008”). Cytuję odpowiednie zdanie: “Grali wtedy na stadionach razem z bardzo znanymi, ‘inicjowanymi’ satanistami: Faith No More, Alice’em Cooperem, Ozzym Osbournem, Megadeth i Paradise Lost”. W serwisie Katolik.pl zamieszczono artykuł “Magia Voo Doo Stock czyli demonologia rocka” Albina Drewniaka (pochodzący, co ciekawe, z kwartalnika “Fronda”). Autor tekstu zarzucił Cooperowi wyuzdane zachowanie i propagowanie nekrofilii. Stwierdził też, że AC jest… gejem.

Nie wiem, jak można napisać, że Alice to homoseksualista. Przecież ten muzyk ma żonę i troje dzieci, a przed założeniem rodziny masowo “zaliczał” panienki! Zresztą, wystarczy obejrzeć jego teledyski i poczytać słowa piosenek[1]. Ileż w nich pożądania skierowanego w stronę kobiet… Zrozumiałabym, gdyby twórca artykułu oskarżył Coopera o “dopuszczanie się w swoim sercu cudzołóstwa” (Mt 5, 27-28). Nie rozumiem jednak, skąd sugestia, że opisywany artysta jest osobą nieheteroseksualną. Może stąd, że czasem eksperymentował z androgynicznym wizerunkiem? Użycie nonsensownego argumentu wygląda mi na ignorancję lub manipulację (nastawioną na przekonanie homofobów). Ale idźmy dalej. W wirtualnej, katolickiej encyklopedii Okiem.pl Alice został przedstawiony jako opętany spirytysta. Przyklejono mu także etykietkę popularyzatora szalonej, agresywnej, seksualnej muzyki.


Mormońska przeszłość

Tak czy owak, można odnieść wrażenie, że we współczesnych środkach masowego przekazu dominuje obraz AC jako “narodzonego na nowo chrześcijanina” (“born-again Christian”). W ostatnich latach dużo się mówi o tym, że artysta jest głęboko wierzący i pełen szacunku dla wartości wyniesionych z domu rodzinnego. Sam wokalista nieustannie nawiązuje do wyznawanej przez siebie religii. Chrześcijaństwo to, chrześcijaństwo tamto… Dziennikarze i odbiorcy mediów są oczarowani. W tym zbiorowym, cukierkowym zachwycie zapomina się o jednym szczególe. Niby drobnym, ale mogącym całkowicie zmienić istotę rzeczy. Chodzi o wyznanie Coopera. “Chrześcijaństwo” to termin niejednoznaczny, który nie mówi nic konkretnego. Jakim, dokładnie, chrześcijaninem jest opisywany piosenkarz? Z którym Kościołem się utożsamia? W co wierzyli jego rodzice? Czy można to gdzieś sprawdzić?

Anglojęzyczna Wikipedia podaje, że Alice wychowywał się w środowisku członków i sympatyków Kościoła Bickertonite będącego odłamem Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Krótko mówiąc: dorastał wśród mormonów. Sami przedstawiciele Bickertonite twierdzą, że - pomimo wiary w Księgę Mormona - nie są mormonami. Wolą się nazywać chrześcijanami. Jednakże fakty mówią same za siebie. Kościół Bickertonite to część ruchu mormońskiego. W czym tkwi problem? Cytuję fragmenty artykułu niejakiej Laurie Goodstein: “Mormoni uważają samych siebie za chrześcijan. (…) Mimo to teologiczne różnice między mormonizmem a tradycyjnym chrześcijaństwem są fundamentalne, co potwierdzają eksperci od obu wyznań”. Więcej na ten temat w tekście “Czy mormon to chrześcijanin?” (przedruku z “The New York Times” udostępnionym na stronie Religia.onet.pl).

Czym charakteryzuje się doktryna Świętych w Dniach Ostatnich? Aby się o tym przekonać, zajrzymy do publikacji “W co wierzą i kim są Mormoni?” autorstwa Tomasza Gozdka. Artykuł jest dostępny zarówno na stronie zakonu dominikanów, jak i w laickim serwisie Racjonalista.pl. Gozdek pisze, że mormoni uznają Indian północnoamerykańskich za potomków biblijnych Izraelitów, postrzegają ciemną skórę jako karę za grzechy, chrzczą żywych i umarłych, uważają Lucyfera za brata Jezusa oraz wierzą w trzy nieba. Według autora tekstu, przedstawiciele ruchu mormońskiego są politeistami. “Na innych planetach i w innych światach żyje bowiem niezliczona ilość bogów” - tak Gozdek opisuje przekonania Świętych w Dniach Ostatnich. Zdaniem twórcy artykułu, mormoni wierzą, że dobrzy ludzie sami zostaną po śmierci bogami. Nowi bogowie będą płodzić dzieci… normalnie, płciowo.

Jakimi obywatelami są wyznawcy mormonizmu? Z odpowiedzią śpieszą Adam Szostkiewicz i Tomasz Zalewski, autorzy tekstu “Mormoni idą na Waszyngton” z wirtualnego wydania “Polityki”. Publicyści piszą, że przedstawiciele omawianego wyznania “są bardziej konserwatywni w sprawach społeczno-kulturowych” i “intensywniej pomagają sąsiadom i innym członkom społeczności”. Według dziennikarzy “Polityki”, mormoni wysoko cenią wartości rodzinne oraz preferują wielodzietność i patriarchalizm. W Stanach Zjednoczonych większość mormonów opowiada się za Partią Republikańską. No dobrze, ale czy Alice Cooper faktycznie jest Świętym w Dniach Ostatnich? Strona FamousMormons.net donosi, że artysta urodził się w mormońskiej rodzinie, ale jego ojciec ostatecznie zmienił wyznanie i rozpoczął działalność w Kościele baptystycznym. Co z samym AC? Niestety, nie wiadomo.


Wolnomularz i templariusz

Zanim przejdziemy do dalszej części artykułu, wyjaśnimy sobie kilka faktów związanych z biografią Alice’a Coopera. Co o życiu AC mówią serwisy En.wikipedia.org i Biography.com? Słynny rockman/heavymetalowiec urodził się 4 lutego 1948 roku w Detroit (Michigan). Kiedy miał 12 lat, przeniósł się wraz z rodziną do Phoenix w stanie Arizona. Prawdziwe nazwisko artysty to Vincent Damon Furnier. Gwiazdor posługiwał się nim aż do roku 1975, kiedy to prawnie zmienił je na Alice Cooper. Dlaczego tak się stało? Powód jest prosty: Alice Cooper to była nazwa zespołu muzycznego, w którym Vincent śpiewał i odnosił sukcesy od lat sześćdziesiątych. Kiedy formacja się rozpadła, Furnier - nie chcąc rezygnować z rozpoznawalnej nazwy - przyjął ją za swoje legalne nazwisko[2]. Przypatrzmy się teraz czasom, w których AC był jeszcze osobą prywatną, zwykłym Vincentem Furnierem.

Zacznijmy od faktu, że istnieje coś takiego jak ugrupowanie DeMolay International (Order of DeMolay) funkcjonujące od roku 1919. Anglojęzyczna Wikipedia opisuje je jako “masońską organizację młodzieżową” (“masonic youth organisation”) przeznaczoną dla chłopców w wieku 12-21 lat. Wchodzimy na stronę DeMolayIloilo.org, klikamy zakładkę “DeMolay FAQs”, spoglądamy na nagłówek “Are there any famous DeMolays?” (“Czy są jacyś sławni członkowie DeMolay?”). Pod spodem znajduje się lista słynnych nazwisk, a na tej liście… Vincent Damon Furnier (“Zapalony golfista, najbardziej znany jako legenda rocka ‘Alice Cooper‘” - “An Avid Golfer, Best Known as Rock Legend ‘Alice Cooper‘”)! Buahahahaha! Wolnomularz zdemaskowany! Odwiedzamy inną stronę poświęconą DeMolay: Suburban740.org/demolayfamous.htm. Patrzymy… a tam znowu Vincent Damon Furnier!

Czy Alice Cooper kontynuował/kontynuuje karierę masona w życiu dorosłym? Strona AliceCooperEchive.com informuje, że 29 i 30 lipca 1969 roku AC występował w “Masońskiej Świątyni” - “Masonic Temple” w Portland (stan Oregon). Mam nadzieję, że była to nazwa sali koncertowej, a nie określenie prawdziwego miejsca kultu. Ale to nie koniec wolnomularskiego wątku w życiu znanego muzyka. Według witryny TheTimes-Tribune.com, artysta śpiewał w “Masońskiej Świątyni” (“Masonic Temple”) również w roku 2011, czyli długo po swoim rzekomym nawróceniu. Na stronie Forums.ernieball.com jeden z użytkowników napisał: “Pamiętam, jak oglądałem zespół Alice Cooper w Toronto w Sylwestra 1970 w Masońskiej Świątyni. Zespół był świetny i takież było miejsce spotkania” (“I remember seeing the Alice Cooper band in Toronto on New Years Eve 1970 at The Masonic Temple. The band was great, so was the venue”). Zaiste, cuchnąca sprawa!

Przyjrzyjmy się uważnie ugrupowaniu, do którego należał młody Vincent Furnier. Oto dwa cytaty ze strony DeMolayIloilo.org: “DeMolay jest jedną z największych braterskich organizacji sponsorowanych przez wolnomularzy” (“DeMolay is one of the largest fraternal organization sponsored by Freemasons”), “DeMolay wywodzi swoją nazwę od Jacques’a de Molay’a, ostatniego Wielkiego Mistrza templariuszy” (“DeMolay derives its name from Jacques DeMolay, the last Grand Master of the Knights Templar”). Anglojęzyczna Wikipedia podaje, że stowarzyszenie DeMolay opracowało listę siedmiu “Cnót Kardynalnych” - “Cardinal Virtues“. Znajdują się na niej: “synowska miłość“, “cześć dla rzeczy świętych”, “uprzejmość”, “koleżeństwo”, “wierność”, “czystość” i “patriotyzm” (“filial love”, “reverence for sacred things”, “courtesy”, “comradeship”, “fidelity”, “cleanness”, “patriotism”). Zdjęcia, dostępne w Internecie, udowadniają, że członkowie DeMolay noszą dziwne szaty oraz posługują się oznaczeniami masonów i templariuszy.


Dywagacje teoretycznospiskowe

Fakt, że Alice był w młodości wolnomularzem, to doskonały pretekst to tego, żeby pobawić się w konspiracjonizm spod znaku “przemysł rozrywkowy, podejrzana symbolika, Illuminati i projekt Monarch”[3]. Nie jestem taką znawczynią tematu, jak redakcje VigilantCitizen.com i Pseudoccultmedia.net, ale wiem już co nieco o masonach, Iluminatach i ich rzekomym (?) wpływie na popkulturę. Zacznijmy od tego, że część symboli, używanych przez Coopera, wygląda dość osobliwie. Widziałam zdjęcie koncertowe, na którym AC jest odziany w niestandardową koszulkę. Na T-shircie znajduje się czerwone koło, a w tym kole - biały, równoramienny, chyba liliowy krzyż. Nad całą kompozycją góruje zamknięta korona. Przeprowadziłam małe badanie i odkryłam, że istnieje coś takiego jak Red Cross of Constantine - Czerwony Krzyż Konstantyna.

Wpiszmy to hasło w Google (po angielsku) i przejdźmy do działu “Grafika”. Jeśli to zrobimy, wyskoczą nam obrazki przypominające koszulkę Alice’a. Krzyż o nietypowym kształcie, często w towarzystwie zamkniętej korony. Jak dowiadujemy się z anglojęzycznej Wikipedii, Red Cross of Constantine to “chrześcijański zakon masonerii” (“Christian Order of Freemasonry”). Żeby wstąpić do tej organizacji, trzeba być chrześcijaninem oraz mieć już doświadczenie w działalności wolnomularskiej. Cooper spełnia te wymagania. Kto wie, może Alice udziela się właśnie w Czerwonym Krzyżu Konstantyna?[4] Widziałam fotografię, na której wokalista ma na szyi blaszkę z krzyżem podobnym do emblematu RCC. Są także zdjęcia i produkcje audiowizualne, w których AC nosi symbole kojarzące się ze znakami templariuszy[5]. Przykład: jedna z odznak na jego kurtce w humorystycznym, francuskim show “Alice Cooper a Paris“.

Teraz kolejny kwiatek. Rok 1971, występ w telewizyjnym programie “Detroit Tubeworks”. Alice, śpiewając utwór “I’m Eighteen”, wykonuje masoński gest. Ustawia dłoń poziomo i wkłada ją sobie w ubranie na klatce piersiowej (cztery palce wyprostowane, kciuk sterczący pionowo). Można to zobaczyć w serwisie YouTube na profilu ReelinInTheYears66. Czy w twórczości Coopera pojawiają się znaki programowania Monarch? A co z iluminackimi gestami, takimi jak te, o których często pisze portal Vigilant Citizen? Owszem, czasami się trafiają. W dziesięciominutowym, trzyczęściowym teledysku “Along Came A Spider” z 2008 roku występują następujące symbole: lalki, maski, podłoga-szachownica i pojedyncze oczy (w tym oko-pająk na rękawiczce AC. Narząd wzroku na dłoni… Czyżby nawiązanie do pewnego orientalnego talizmanu?).

Najważniejszym miejscem, pokazanym w video clipie, jest szpital psychiatryczny. Może to wzbudzać skojarzenia z niesławnym projektem MK-ULTRA. Główny bohater, grany przez Alice’a, najprawdopodobniej jest ofiarą programowania delta: “mandżurskim kandydatem“, który ostatecznie wyrywa się spod kontroli i obraca przeciwko swoim treserom. Śpiewane przez Coopera słowa “They tortured every inch of me, then expect me to forget it” (“Torturowali każdy cal mnie, potem oczekiwali, że o tym zapomnę”) są aluzją do traumy i amnezji dysocjacyjnej. W środkowej (drugiej) części filmiku widzimy perkusistę noszącego na szyi krzyż templariuszy lub krzyż żelazny. W ostatniej (trzeciej) części filmiku obserwujemy głównego bohatera prowadzącego autopsję zabitej przez siebie kobiety. Denatka jest owinięta w czerwony (a właściwie czerwonawobordowy) materiał.

Podobno w symbolice Illuminati czerwień oznacza “najwyższą krwawą ofiarę i rytuał” - “ultimate blood sacrifice and a ritual” (YouTube, truth777exposed, prezentacja multimedialna “The Amy Winehouse Sacrifice Exposed“). Proszę zauważyć, że identyczny kolor miał worek, w którym wynoszono zwłoki martwej Amy Winehouse (źródło: to samo). Teledysk “Steven” z lat siedemdziesiątych zawiera lustro oraz mnóstwo jednakowych, ludzkich postaci. Mają one maski, w dodatku podobne do Alice’a. Pod koniec video clipu widać zwielokrotnioną sylwetkę śpiewającego AC. Inny podejrzany teledysk: “Love’s A Loaded Gun” (1991). W ostatniej scenie video clipu Cooper zakuwa w kajdany atrakcyjną, uwodzicielską niewiastę. Na ścianie wisi obraz przedstawiający tygrysa. Drapieżne koty są symbolami niewolnic seksualnych, ofiar programowania beta (“sex kittens“ - “sekskociaki“).

Na jednym ze zdjęć z czasów “Billion Dollar Babies” widnieją m.in. takie elementy, jak przerażone niemowlę, klatka dla ptaków, tradycyjny zegarek czy białe króliki nawiązujące do “Alicji w Krainie Czarów”. Okładka singla “He’s Back (The Man Behind the Mask)” z roku 1986 ukazuje Coopera, który trzyma w dłoni maskę i za pomocą tej maski zasłania sobie jedno oko. Kolejna fotografia, która zwróciła moją uwagę, pochodzi z artykułu “Alice Cooper To Release Cover Album In 2014” (Q103albany.com). Przedstawia ona Alice’a wykonującego specyficzny gest i eksponującego jedno ze swoich oczu. Inne znalezisko: zdjęcie ilustrujące materiał “Alice Cooper’s Maze of Terror at Universal’s Halloween Horror Nights” (FoxNews.com). Gwiazdor, noszący ubranie z napisem “MONARCH”, pozuje obok lalki przebranej za panterę. Po lewej stronie widać coś co przywodzi na myśl futro tygrysa. Podsumowując: symbole Illuminati i programowania Monarch nie są Alice’owi obce.

Jeśli ktoś nie rozumie, o co w tym wszystkim chodzi, powinien przeczytać mój tekst “Kontrola umysłu - prawda czy teoria spiskowa?”. Warto również zajrzeć na strony VigilantCitizen.com i Pseudoccultmedia.net oraz do dylogii “The Illuminati Formula” Fritza Springmeiera i Cisco Wheeler. Lektury uzupełniające: “Thanks for the Memories” Brice Taylor, “Trance-Formation of America” Cathy O’Brien. Czysty konspiracjonizm, ale dający do myślenia. Historię badań MK-ULTRA i teorię spiskową o projekcie Monarch po prostu trzeba znać. Tym bardziej, że amerykańska aktorka, Roseanne Barr, powiedziała na antenie telewizji Russia Today: “Kontrola umysłu MK-ULTRA rządzi w Hollywood” (“MK-ULTRA mind control rules in Hollywood”). Co ma Cooper do stolicy światowej kinematografii?

Całkiem sporo. Udział w filmach fabularnych, znajomości z aktorami, współpracę z Warner Bros Records i ufundowanie litery “O” w napisie “Hollywood” na Mount Lee w Kalifornii. Na koniec: drobna, etniczna ciekawostka. Otóż w żyłach AC płynie krew celtycka, indiańska, romańska i germańska. Piosenkarz może się pochwalić genami Irlandczyków, Szkotów, Siuksów, Francuzów i Anglików (info: En.wikipedia.org). Ludzie, mający pochodzenie celtyckie, indiańskie i celtycko-indiańskie, są ponoć szczególnie cenieni przez CIA. Przypisuje się im bowiem wrodzone zdolności nadnaturalne. Tak przynajmniej twierdził Robert Duncan O’Finioan (kontrowersyjny żołnierz, pisarz i trener sztuk walki) w rozmowie z Kerry Lynn Cassidy i Billem Ryanem, dziennikarzami Projectu Camelot.


Twardy orzech do zgryzienia

W tytule niniejszego artykułu postawiłam pytanie: “Chrześcijanin, satanista, mormon czy mason?”. Wypadałoby, żebym udzieliła na nie jednoznacznej, a zarazem uargumentowanej odpowiedzi. Powiem tak: sześćdziesięciopięcioletni wokalista Alice Cooper jest osobą skomplikowaną i niejednoznaczną. Da się o nim powiedzieć bardzo dużo, ale… czy na pewno bez cienia niepewności? Kilka miesięcy temu, gdy postanowiłam zgłębić jego twórczość, natknęłam się na internetowy komentarz, z którego wynikało, że Alice jest obecnie chrześcijaninem. Informacja ta zaintrygowała mnie do tego stopnia, że postanowiłam dokładnie przyjrzeć się sprawie. Początkowo dołączyłam do ludzi wierzących bez zastrzeżeń w deklaracje Coopera. Irytowały mnie wówczas osoby wątpiące w jego “cudowne nawrócenie” (wydawało mi się, że są to fanatycy religijni, właściciele głów nabitych stereotypami albo po prostu paranoicy szukający dziury w całym). Niestety, później sama nabrałam podejrzeń. Gdy zaczęłam dogłębnie badać problem, w moim umyśle pojawiło się jeszcze więcej pytań. Czy AC jest chrześcijaninem? On sam mówi, że tak.

Potwierdzeniem jego deklaracji może być konserwatywny światopogląd. Ale przecież nie trzeba być chrześcijaninem, żeby mieć prawicowe przekonania. Gwiazdor rzekomo pochodzi z tradycyjnego, chrześcijańskiego domu. Po sprawdzeniu faktów, okazuje się jednak, że muzyk dorastał wśród zwolenników Kościoła Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich. Doktryna mormońska jest jedyna w swoim rodzaju, a jej związek z chrześcijaństwem bywa kwestionowany. Innym argumentem, potwierdzającym zapewnienia Alice’a, jest noszenie przez niego krzyży (abstrahuję od dziwnego wyglądu niektórych z nich). Z drugiej strony, pewien Internauta słusznie zauważył, że samo noszenie krzyży jeszcze o niczym nie świadczy. Ozzy Osbourne również się nimi obwiesza, a jednak nie jest wyznawcą Jezusa z Nazaretu. Co z satanizmem? Według mnie, Cooper nigdy nie był czcicielem szatana. Owszem, są w jego twórczości odwołania do postaci diabła (np. w piosence i teledysku “Gimme”)[6]. Ale to stanowczo za mało, żeby uznać go za satanistę.

No, chyba, że uważamy, iż Halloween, do którego otwarcie nawiązuje AC, jest satanistycznym świętem. Wtedy faktycznie, większość dorobku artystycznego Alice’a to czyste diabelstwo. Swoją drogą, to trochę nietypowe, że człowiek kreujący się na konserwatystę i gorliwego chrześcijanina promuje halloweenowe motywy. W Stanach Zjednoczonych, jak również poza ich granicami, większość chrześcijańskich prawicowców opowiada się przeciwko tradycjom związanym z 31 października. Wniosek: Cooper jest pełen sprzeczności. Najbardziej kontrowersyjne i niepokojące wydaje mi się to, że Alice należał kiedyś do wolnomularskiej organizacji DeMolay International (Order of DeMolay)[7]. Później wykonywał masońskie gesty, posługiwał się masońską symboliką i występował w miejscach określanych jako Masońskie Świątynie. Wiele wskazuje na to, że AC nadal konszachtuje z tajnymi stowarzyszeniami. Jak się ma działalność wolnomularska do bycia chrześcijaninem? Przecież masoneria to sekta religijna! Niektórzy twierdzą, że lucyferyczna!


Shock rock

Tylko jedna rzecz wydaje mi się oczywista i niezaprzeczalna. Alice Cooper to znakomity artysta. Ma w swoim repertuarze wiele świetnych piosenek, których można by słuchać w nieskończoność, np. “The Black Widow“, “School‘s Out“, “Feed My Frankenstein“, “Generation Landslide“, “Killer“, “Freedom”, “I‘m The Coolest“, “Who Do You Think We Are?“. Jego utwory są także zróżnicowane, co świadczy o kreatywności i nieustannym rozwoju. Większość słuchaczy kojarzy go głównie z nieśmiertelnym przebojem “Poison”, gitarami elektrycznymi, ciemnymi ubraniami, gotyckim wizażem, czerpaniem inspiracji z horrorów oraz widowiskowymi koncertami łączącymi w sobie elementy spektaklu teatralnego i pokazu iluzjonistycznego. Ten krótki opis nie jest jednak pełną charakterystyką twórczości Alice’a.

Może nie wszyscy o tym wiedzą, ale na początku lat osiemdziesiątych, czyli w czasach Nowego Romantyzmu, Cooper eksperymentował ze stylem New Wave. Chodził wówczas w makijażu rodem z londyńskiego klubu Blitz, a w jego piosenkach śmiało odzywały się syntezatory. Dawno, dawno temu, jeszcze w czasach zespołu Alice Cooper, wokalista potrafił przywdziewać kolorowe sukienki albo pokazywać się z ogromną stokrotką na głowie. Niewiarygodne, ale prawdziwe. Krótko mówiąc: shock rock! Twórczość AC jest interpretowana i definiowana na wiele sposobów. W cytowanym już artykule Gavina Martina możemy znaleźć ciekawą wypowiedź Alice’a: “Groucho przyszedł na mój występ i zobaczył w nim wodewil, Salvador Dali zobaczył w nim surrealizm, Vincent Price zobaczył w nim rock, horror i komedię” (“Groucho came to my show and saw it as vaudeville, Salvador Dali saw it as surrealism, Vincent Price saw it as rock, horror and comedy”). Ilu ludzi, tyle opinii.

Oczywiście, muzyka, a zwłaszcza koncerty Coopera, to nie jest rozrywka dla każdego. W osobach delikatnych, wrażliwych i staroświeckich występy tego piosenkarza mogłyby wywołać niesmak lub przerażenie. Weźmy na przykład show z 19 lipca 2000 roku. Alice, śpiewając utwór “Dead Babies”, udaje, że bawi małe dziecko. Kołysze je w wózeczku, zabawia grzechotką… Nagle wszystko ulega zmianie. Gdy Cooper wyjmuje “dziecko” z wózka, okazuje się, że jest to potwór o dwóch głowach: jednej upiornej, a drugiej zwierzęco-demonicznej[8]. AC zaczyna się nad “tym” znęcać, a potem nabija “to” na miecz. Następnie zostaje obezwładniony i ubrany w kaftan bezpieczeństwa. Występ jak uderzenie w łeb! Jeszcze bardziej wstrząsające jest show z 31 października 1986 roku. Alice, wykonując kawałek “Cold Ethyl”, rzuca, szarpie, potrząsa, kopie i gwałci ogromną lalkę wyobrażającą żeńskiego trupa. “Miota nią jak szatan!” - chciałoby się rzec, parafrazując znany cytat.


Jak bakterie

Masoni są jak bakterie: kryją się wszędzie. Ich wpływy widać nie tylko w showbiznesie, ale także w polityce, gospodarce i religii (np. w Kościele rzymskokatolickim. Papież Franciszek wykonywał masońskie gesty, Benedykt XVI wzywał do utworzenia Światowej Władzy Publicznej, Jan Paweł II posługiwał się pojęciem New World Order). Myślę, że nie powinniśmy się obrażać na jednego Alice’a Coopera. Żeby zachować konsekwencję, musielibyśmy bowiem obrazić się na cały świat. AC jest zbyt zdolny i zbyt intrygujący, żeby go przekreślać. W jego przypadku najbardziej liczy się twórczość: muzyka i aktorstwo. Bo Cooper, chociaż określany jako wokalista, jest również doskonałym aktorem. Trzeba mieć talent, żeby przez czterdzieści pięć lat przekonująco grać postać o zupełnie odmiennym charakterze, temperamencie, stylu bycia i wyrazie twarzy. Mimo to, nie powinniśmy mu bezgranicznie ufać. Z wolnomularzami - byłymi i obecnymi - nigdy nic nie wiadomo.

W jednym z moich poprzednich artykułów (opublikowanym na początku czerwca 2013 roku) napisałam: “Jest jeden koleś z Ameryki Północnej, o którym chciałabym stworzyć całkiem osobny tekst. Nie wiem, kiedy to nastąpi, bo ostatnio brakuje mi czasu na twórczość publicystyczną”. Teraz nie jest już tajemnicą, że w powyższej deklaracji chodziło o Alice’a. Badam jego przypadek od dłuższego czasu. I wiecie co? Im bardziej zagłębiam się w szczegóły, tym mocniej dręczy mnie sokratejskie uczucie “wiem, że nic nie wiem”. Nie dają mi też spokoju słowa zaczerpnięte z powieści Henryka Sienkiewicza: “Diabeł się w ornat ubrał i ogonem na mszę dzwoni”. Kim jest Alice Cooper? Tylko on zna prawdę na własny temat. Nam pozostaje tylko zachwycanie się jego głosem, charyzmą i oryginalnością.


Natalia Julia Nowak,
12-21 lipca 2013 roku



PRZYPISY

[1] Przykładowe teledyski: “Poison”, “Bed Of Nails”, “House Of Fire”, “Hey Stoopid”, “Love’s A Loaded Gun”, “Only My Heart Talkin’”. Przykładowe teksty piosenek: “Be My Lover”, “Cold Ethyl”, “I Like Girls”, “You’Re My Temptation”, “Nurse Rozetta”.

[2] Dobrze, ale dlaczego grupa, w której wokalista zaczynał karierę, nazywała się Alice Cooper? Są dwie teorie tłumaczące ten wybór. Pierwsza: dążenie do wywołania kontrastu między niewinną nazwą a szokującym wizerunkiem i zachowaniem. Druga: nawiązanie do nazwiska czarownicy, która kilka wieków temu została spalona na stosie.

[3] Teoria spiskowa o projekcie Monarch jest inspirowana autentycznymi badaniami nad kontrolą umysłu, jakie CIA prowadziła w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych (MK-ULTRA). Wielu ludzi twierdzi, że tego typu praktyki nadal mają miejsce. Wierzą oni, że masoneria i agencje wywiadowcze traumatyzują niemowlęta i dzieci, żeby wywołać u nich dysocjacyjne zaburzenie tożsamości, czyli osobowość wieloraką (DID/MPD). Gdy psychika katowanego, poniżanego i zastraszanego człowieka rozpada się na wiele osobowości, każda z nich zostaje zaprogramowana (za pomocą hipnozy, narkotyków, elektrowstrząsów, NLP itp.) do wykonywania określonych zadań. Według konspiracjonistów, motyw kontroli umysłu jest w popkulturze sygnalizowany za pomocą ściśle określonych symboli, takich jak marionetka, motyl, lalka, manekin, maska, lustro, zegar, zamek, szachownica, czarno-białe paski, labirynt, schody, klatka dla ptaków, styl Marilyn Monroe, uszy Myszki Miki, wzór panterki, drapieżny kot, biały królik, pękające szkło, zwielokrotnione postaci czy wyeksponowane/zasłonięte oko. Projekt Monarch, ze względu na brutalny charakter, bywa nazywany “opartą na traumie kontrolą umysłu” (“trauma-based mind control”).

[4] Jeśli wierzyć stronie WikiMapia.org, muzyk mieszka w Paradise Valley koło Phoenix (AZ). W Phoenix jest filia Red Cross of Constantine. Mieści się ona w budynku Grand York Rite Masonic Bodies (Ciał Masońskich Wielkiego Rytu York) przy ulicy W Monroe Street. Źródła: CharityBlossom.org, YellowBot.com. Według anglojęzycznej Wikipedii, wielu templariuszy zalicza się do Rytu York. Ugrupowanie DeMolay, do którego należał młody Cooper, także ma dużo wspólnego z tym Rytem. Wejdźmy na stronę YorkRite.com/degrees i spójrzmy na listę organizacji młodzieżowych. Jest tam m.in. Order of DeMolay. Komentarz dołączony do spisu brzmi: “Ryt York jest ekstremalnie aktywny w swoim uwikłaniu w te grupy” (“The York Rite is extremely active in its involvement with these groups”). DeMolay otrzymuje ponadto wsparcie od Rytu Szkockiego. Cytat ze strony ScottishRite.org: “Każdego roku (…) Ryt Szkocki wspiera Międzynarodowy Zakon DeMolay” - “Each year (…) the Scottish Rite supports the International Order of DeMolay”. Założyciel młodzieżówki, Frank S. Land, reprezentował Ryt Szkocki, aczkolwiek był też nagradzany przez Ryt York (info: En.wikipedia.org). Jeszcze jedna ciekawostka. Oddział DeMolay w Phoenix (AZ) nazywa się Paradise Valley, czyli tak jak obecna miejscowość Alice’a. Źródło: DeMolay.org.

[5] Jest też całe mnóstwo fotografii, na których widać, że Alice posługuje się znakiem Czaszki i Kości (Skull and Bones). Tego jednak nie łączyłabym z wolnomularstwem. Raczej z subkulturą rockowo-metalową i tematyką piosenek. Inne spostrzeżenie: na okładkach płyt “Welcome To My Nightmare” i “Welcome 2 My Nightmare” znajduje się ogromny, odwrócony trójkąt. Ale to również może być dziełem przypadku.

[6] Żeby być uczciwą, napiszę, że ten utwór sprawia wrażenie, jakby był napisany przeciwko szatanowi. Jego przesłanie kojarzy mi się z kawałkiem “Deceiver of Fools” (“Oszust Głupców”) formacji Within Temptation.

[7] W działalność DeMolay był też zaangażowany (nielubiany przez konspiracjonistów) Walt Disney, twórca m.in. Myszki Miki. Dlaczego teoretycy spiskowi nie darzą go sympatią? Zainteresowanych odsyłam do książki “The Illuminati Formula Used to Create an Undetectable Total Mind Controlled Slave” („Formuła Illuminati Używana do Tworzenia Niewykrywalnego, Totalnego, Kontrolowanego Umysłowo Niewolnika”) Fritza Springmeiera i Cisco Wheeler. Inne przydatne źródło: czwarta część amatorskiego filmu dokumentalnego „Kontrola umysłu. Zbagatelizowany fakt współczesnego świata” (YouTube, Ripsonar).

[8] Nie wiem, dlaczego, ale gdy oglądałam to nagranie, przypomniał mi się nagłówek z najpoczytniejszego polskiego dziennika: “Kate jest w ciąży, ale w macicy rozwijają się... O MATKO!!!” (24 września 2012 roku, wirtualne wydanie tabloidu “Fakt”).

Copyright (c) netFORMATOR.pl